Strzyga była Kotem

Strzyga była Kotem

Strzyga była Kotem

Strzyga była Kotem. A może to ten konkretny Kot był Strzygą. Nikt nigdy jej o to nie pytał, a nawet gdyby spytał pewnie nie poświęciłaby mu chwili uwagi. Nie tak łatwo wzbudzić kocie zainteresowanie. Strzyga była mistrzynią w nieokazywaniu zainteresowania. Potrafiła leżeć całymi godzinami w popołudniowych promieniach Słońca i markować proces fotosyntezy. Patrząc w takich chwilach w jej ogromne, gadzie ślepia i przecinające je wąziutkie szczeliny absolutnej nocy, można było pomyśleć, że Kot ów rzeczywiście żywi się światłem. W rzeczywistości żywiła się ptakami i gryzoniami. Zabijała dużo więcej stworzeń, ale nikomu o tym nie mówiła. Nie dzieliła się z nikim swoimi sekretami. A miała ich całkiem sporo, nawet jak na Kota. Jednym z nich była miłość. Nie lubiła tego słowa. Wydawało jej się nazbyt ludzkie. Koty nie zwykły pospolitować się z ludźmi. Wolała określenie Przywiązanie. Każdy Kot przywiązuje się do jakiegoś miejsca. Koty mają swoje samotnie, tereny łowieckie, a nawet miejsca spotkań, w których z wrodzonym sobie majestatem tolerują obecność poślednich istot. Wyjątkowość sekretu Strzygi polegała na tym, że Ona przywiązała się do człowieka. Gdyby inne koty nie bały się Jej tak bardzo, na pewno by ją wyśmiały poznawszy tę tajemnicę. Na szczęście Strzyga dobrze strzegła swoich sekretów.

Poznali się w czasie kiedy Wiosna wie już na pewno, że zostanie w mieście na dłużej i zaczyna rozpakowywać swoje bagaże. Jest to ten etap życia, kiedy w końcu decydujemy się poświęcić jeden z brzydszych, kuchennych kubków i umieścić w nim swoją szczoteczkę do zębów. Gdzieś między tym podniosłym aktem, a pierwszym myciem zębów Strzyga przyszła do jego domu. Obudziła się pewnego ciepłego dnia i po prostu poszła na spacer. Tak zaczynają się wszystkie długie podróże. Ta jednak była dość krótka. Strzyga nigdy nie lubiła melodramatyzmu. Po prostu wstała i potruchtała jak to miała w zwyczaju, tym razem jednak wybrała północ. Kiedy zobaczyła uchylone drzwi starej czynszówki, po prostu przecisnęła się między nimi a obłażącą starą farbą framugą. Nie zwróciła uwagi na ciemny piwniczny chłód i żyjące tam Strachy. Nie wybrała też słonecznego wyjścia na podwórze zasiedlone przez rozwrzeszczaną dzieciarnię. Zwinnie wskoczyła na pierwszy schodek i ruszyła w górę. Zatrzymała się dopiero na poddaszu.

Drzwi jakie przed nią postawił los były zamknięte. Koty z zasady nie lubią zamkniętych drzwi. Nie chodzi o to, że chciałyby przez nie od razu przechodzić. Nic z tych rzeczy. Zamknięte drzwi jawią im się tak pretensjonalnie ostateczne i absolutne, wykluczające możliwość wyboru, że budzi się w nich głęboko skrywana irytacja. Irytacja ta może z biegiem czasu przerodzić się w gniew, który z kolei pcha je do ostatecznych rozwiązań z drapaniem łapą na czele. Ludzie są całkiem zręcznymi odźwiernymi i dla wielu Kotów jest to główny z powodów trzymania tych niezgrabnych istot pod swym dachem. Strzyga przysiadła na progu i zawinęła ogonem. Nie był to jeszcze wyraz irytacji. Na to była zbyt dumna. Dała drzwiom szansę. To było Jej motto życiowe – zawsze dawaj Światu szansę na spełnianie twoich zachcianek bez ich wyraźnego artykułowania. Bardzo mądre motto. Miała ich w sumie dziewięć. Jak każdy kot. Te kilka śmiesznych desek nie skorzystało jednak z łaski jaką im okazano. Pręgowany ogon poruszał się coraz szybciej. Wstrzymywany gwałtownie tuż przed kontaktem z zakurzonym parkietem wracał szybko na drugi bok burego ciała z dokładnością wahadła. Strzyga była cierpliwa, ale ten upór materii, z pozoru nieożywionej, zaczynał jej już działać na nerwy. Gdzieś w oddali zaćwierkały wróble. Pora obiadu była tak blisko, że nawet sam posiłek dawał Jej znać o swej gotowości do konsumpcji. Drzwi jęknęły przepraszająco i Strzyga zastrzygła wąsami z tryumfem. Gwałtowny ruch wzbił w powietrze miliardy światów tworząc roziskrzony kosmos oświetlany przez niewielkie, ale niezmiernie brudne okienko. Strzyga poświęciła temu aktowi pankreacji  uprzejmą sekundę i minęła drzwi. Postanowiła im wybaczyć opieszałość. Nie zwracała uwagi na narzędzie jakim otwarto drzwi. Wiedziała, że później znajdzie czas na bliższe poznanie człowieka. Jej naderwane ucho wychwyciło apetyczny chrobot anonsujący niezgorszą ucztę. W kilku susach znalazła się pod pachnącym kurzem łóżkiem. Jej oczy wypełnił mrok.

Poobiednia toaleta dawała najwięcej przyjemności w promieniach Słońca. Jedno z absurdalnie wielu okien tej niedużej klitki wyprowadziło ją wprost na rdzawobrunatny dach pokryty starymi dachówkami. Nie zwracała uwagi na widoki. Do dobre dla Kociaków. Wiedziała, że jest tutaj najbardziej interesującym elementem krajobrazu i nie zamierzała udawać, że jest inaczej. Pieszczotliwie przesunęła szorstkim językiem po pasiastej łapie. Delikatnie przeczesała zmierzwione na białym pyszczku futerko. Za uszami, nad czołem, nie wspominając już o samych kłach i pazurach, wszędzie czuła jeszcze smak posiłku. Połączyła więc przyjemne z pożytecznym i pozbyła się resztek. Zawsze zastanawiało ją zubożenie ludzkiego języka. Jej nowy gospodarz nazwałby pewnie jej danie główne myszą. Tymczasem Ona dobrze wiedziała, że myszy z natury unikają ludzi i żyją z dala od ich domostw. Podobno nie znoszą odoru sfermentowanego mleka. Jej obiad zdecydowanie nie był myszą. Jaki poważny Kot widział kiedyś mysz noszącą spiczastą czapkę w kolorze tętniczej krwi? Długa broda i wąsy umazane posoką również nie należały do mysich atrybutów. Jedyne co się zgadzało, oprócz rozmiaru, to lekko spiczaste uszy i ostre zęby. Sadowiąc się wygodnie nieopodal jednego z kominów myślała jeszcze leniwie o tych niemądrych stworzeniach, które zapomniały tak wiele zyskując przy tym tak mało. Na takich oto rozmyślaniach przyłapał ją Sen i jak na starego znajomego przystało otulił Kotkę podmuchem ciepłego wiatru pachnącego mokrą ziemią. Strzyga spała, a Słońce korzystając z okazji schowało się za sąsiednią kamienicą.

Strzyga nigdy nie zwracała uwagi na Księżyc. To znaczy zwracała, lubiła na nią patrzeć, mogła to robić godzinami, ale kiedy tylko odwracała od niej wzrok zapominała w jakiej akurat znajdowała się kwadrze. Nie pamiętała nawet czy świeciła jasno i w jaki kolor tym razem się wystroiła. Zawsze odczuwała smutek kiedy widziała się z Luną. Nie potrafiła tego wyjaśnić, tak po prostu było. Ludzie mieli na to całkiem ładne słowo – melancholia. Strzyga lubiła je smakować na języku niemal tak bardzo, jakby to był młody Chmurnik. Księżyc pocałowała Strzygę w powieki i ta natychmiast wstała obdarzając starą znajomą uroczym uśmiechem pełnym ostrych zębów. Strzyga pamiętała Lunę z dawnych czasów, kiedy jej srebrzyste suknie nie były jeszcze pełne dziur i łat. Księżyc lubiła wszystkie koty, ze wzajemnością oczywiście, ale to Strzyga była jej faworytką. Kotka wyprężyła się w iście gotycki łuk i pozwoliła wszystkim mięśniom strzepnąć z siebie resztki snu. Postanowiła, że nadszedł już czas aby obejrzeć swoje nowe królestwo. Wśliznęła się więc do środka przez niewielkie okienko ukryte skrzętnie pomiędzy wiekowymi dachówkami. Tym razem znalazła się tuż obok żeliwnego piecyka, który już dawno zapomniał jak smakuje węgiel. Stał w kącie, pękaty i porośnięty pajęczyną, cieszący się długim snem letnim i zbierający siły przed listopadową pobudką. Luna była tak miła i rozświetliła pomieszczenie zerkając ukradkiem przez szybkę. Strzyga rozejrzała się uważniej i natrafiła na dziwaczny przedmiot. Może nie tyle dziwaczny sam z siebie, wiedziała przecież jak wyglądają miski, niemniej jego zawartość wprawiła ją w konsternację. Miska była pełna tłustego mleka porośniętego kożuchem niczym staw rzęsą. Dała wyraz swemu zdziwieniu oszczędnym ruchem przechylonego łebka. Różowe nozdrza poruszyły się w poszukiwaniu obcego zapachu. Nic. Mleko. Mleko z zasady nie jest niczym, to fakt, ale oprócz tego krowiego aromatu nie wyczuła nic więcej. Strzyga musiała przyznać się sama przed sobą, że lubiła mleko. Nie żeby miała okazje często go próbować, ale dobrze wspominała jego smak i leniwe krople ściekające po wąsach. Zbliżyła pyszczek z rezerwą i nabrała odrobinę samym koniuszkiem języka. Nawet się nie spostrzegła kiedy miska była pusta. Nic się nie zmieniło, nadal lubiła mleko.

Obchód włości przeszedł bez zbędnych przeszkód. Przegoniła Zmory spod powały i spędziła pół nocy na uganianiu się za nimi po spadzistym dachu. Wróciła zziajana i zadowolona z ciężkiej pracy jaką wykonała, kiedy znajomy chrobot przypomniał jej jak bardzo jest głodna. Księżyc w międzyczasie owinęła się puchatymi chmurami bo noce bywały wciąż chłodne. Ogon wyprężył się jak struna i jedynie końcówka poruszała się w hipnotycznym rytmie. W końcu, nieomylnie jak zawsze, wskazała źródło dźwięku. Nieopodal ciężkiego biurka mignęła jej przed oczami karmazynowa czapeczka. Strzyga pisnęła z podekscytowania i ruszyła w pościg. Nieco sfatygowaną czapeczkę pozostawiła obok miski. Strzyga nie była takim niewdzięcznikiem jak te wszystkie rude Kocury.

Pożegnawszy Księżyc Strzyga usiadła u wezgłowia pachnącego kurzem łóżka i przyjrzała się ciekawie człowiekowi. Chrapał. To dobrze, pomyślała. Chrapiący śpi uczciwie. Gdyby nie jej wrodzona elegancja zapewne sama chrapałaby dużo głośniej od tego człowieka. Rozłożył ręce jakby chciał coś schwytać, a nogami zrzucił właśnie ostatki pościeli na wyliniały dywanik. Strzyga powoli przeszła bliżej i przyjrzała się jego wąsom. Miał wąsy. To też dobrze. Ludzie od Kotów właśnie nauczyli się nosić wąsy, ale zapomnieli o tym, podobnie jak o wielu innych istotnych rzeczach. Chłodny Wiatr poruszył zazdrostkami wchodząc do ciemnego pokoju i zaczął rozrzucać leżące na pulpicie kartki. Strzyga nie miała nic do Wiatru. Lubiła kiedy w upalne dni przeczesywał jej nagrzaną sierść. Wszystko ma jednak swoje granice. Pozbyła się intruza i z zaciekawieniem rzuciła okiem na zapisane pajęczym pismem strony. Ten człowiek pamiętał! Spisywał rzeczy, o których inni jego rodzaju dawno już zapomnieli, albo nie chcieli pamiętać. Nierówne, koślawe litery układały się w prawdziwe nazwy. Szpalery znaczków przedstawiały dawno minione dzieje, a wśród tego wszystkiego pojawiały się imiona. Imiona! Prawdziwe Imiona prawdziwych Istot. A wśród nich, jedno imię, którego już tak dawna nie słyszała, nie widziała zapisanego na kartce. Jej własne, najprawdziwsze Imię. Strzyga. Strzyga nigdy nie podejmowała pochopnych decyzji. To był jeden z nielicznych wyjątków, a także kolejny z Jej głęboko skrywanych sekretów. Nieopodal stosu kartek dostrzegła butelkę atramentu. Przewrócony niespodziewanym figlem Wiatru sączył się powoli z pękatego naczynia. Strzyga ostrożnie zanurzyła w nim łapkę. Zimna ciecz wypełniła jej przestrzeń między poduszkami i pazurami barwiąc wystające kosmyki futra kolorem burzowego nieba. Kierowana bardziej impulsem niż złożoną myślą odcisnęła swą łapę tuż obok Imienia. Niech wie. Koty już dawno temu przestały używać pisma. Szkoda im było czasu. Wciąż jednak praktykowały czytelnictwo na poziomie, który zawstydziłby nawet najbardziej zakurzonego z moli książkowych. W ten oto sposób Strzyga podpisała się na karcie, którą wcześniej zapisał człowiek. Jej człowiek. Strzepnęła nerwowym ruchem granatowe krople z łapki i jeszcze raz spojrzała na pochrapującego człowieka. Mój człowiek. Delikatnie wskoczyła na pojękujący pod ciężarem śpiącego materac i rozłożyła się wygodnie na jego rozłożystej piersi. Zamruczała zadowolona. Miejsca było aż nadto. Rozespany mężczyzna odemknął z trudem powieki i wymamrotał sennym basem:

-Co to mnie gniecie? Strzyga? Kot. – bardziej stwierdził niż zapytał na wpół śniący.

Odruchowo pogładził ją po głowie. Strzyga nigdy nie pozwoliłaby sobie na podobną poufałość. Tutaj jednak, w tym małym pokoiku na poddaszu, wszystko było inne. Zamruczała głośniej i wyprężyła się pod dotykiem jego szorstkiej dłoni. Mój człowiek, mruczała kiedy po raz kolejny odwiedził ją Sen.

Strzyga miała swoje tajemnice. Człowiek był jedną z nich. Pozornie nic się w Jej życiu nie zmieniło. Wciąż polowała, wciąż spała, była zajęta byciem kotem jak dawniej. Zaczęła jednak pilnować człowieka, dbać o niego. On zaś myślał że się nią zajmuje. Karmił ją, donosił mleko w misce i dzielił się własnym jedzeniem. Ona polowała za niego i przeganiała Strachy. Chciała żeby Jej człowiek miał spokój. Chciała żeby mógł czytać w spokoju i zapisywać prawdziwe Rzeczy na papierze. Chciała żeby z nich wszystkich chociaż on jeden pamiętał. Potrafiła leżeć całymi godzinami w popołudniowych promieniach słońca i patrzeć jak pracuje. Śledziła każdy ruch jego ręki swymi ogromnymi, gadzimi ślepiami, poprzecinanymi wąziutkimi szczelinami absolutnej nocy. Strzygła swoim naderwanym uchem na najcichsze nawet skrzypnięcie stalówki. Patrzyła jak zasypia i jak się budzi. Przywiązała się do niego.

I przyszedł dzień kiedy człowiek już się nie obudził. Wtuliła się niego jak zawsze i zamknęła oczy. Na zawsze.

 

Strzydze i Leszemu

Dzierżoniów, lipiec 2016

Autor: Jakub Bielawski
Praca na I konkurs opowiadaniowy Słowiański Bestiariusz.

Podobne posty:

13 thoughts on “Strzyga była Kotem

  1. Z przyjemnością przeczytałam i zagłosowałam. 🙂
    Jedna maleńka literówka, cyt:
    „Te kilka śmiesznych desek nie skorzystało jednak z łaski jakiej im okazano”.

    Zamiast „jakiej”, powinno być „jaką”.

    Pozdrawiam i życzę wygranej.

      1. Już poprawiamy 😉 W przypadku gdyby umieszczał Pan opowiadanie w innych miejscach, prosimy o link do opowiadania na naszej stronie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *