W pełnym słońcu

W pełnym słońcu

W pełnym słońcu

Nadchodził wieczór, słońce zanikało za drzewami, nisko nad widnokręgiem. Ciemnożółte smugi światła rozlewały się na granatowym tle nieba tworząc niesamowity widok rozciągający się na horyzoncie. Księżyc powoli zaczynał lśnić coraz intensywniejszym światłem. W chacie coraz trudniej dostrzec było sylwetki domowników. Gospodyni rozpaliła świece i zwołała dzieci do jednego pomieszczenia. W rogu pokoju stało drewniane krzesło na którym zasiadał starzec z długą siwą brodą, obok niego oparta o ramę laska wykonana z drzewa lipowego. Na podłodze rozłożony był dużej wielkości utkany dywan. Dzieci zasiadły na nim i przez moment wpatrywały się w staruszka po czym zwróciły się do niego:

– Bajarzu! Co nam dziś opowiesz?
– Cicho dziatki!- wykrzyczała matka- Niech ględa wypije wywar który mu przyrządziłam. Zaczekajcie moment.
– Dobrze dzieci… Mam dla was pewną historyję, jest to mroczna opowieść o wielkiej miłości i jej przykrych skutkach. O miłości tak wielkiej iż doprowadziła do strasznego mordu, którego skutki są równie dramatyczne co sam czyn. Czy chcecie ją poznać?- starzec spojrzał na dzieci, które twierdząco kiwnęły równo głowami i uśmiechnął się- Tak myślałem..
– Czekaj mędrcze, zaciekawił mnie ten wstęp. Pozwól, że przysiądę się i również posłucham. Wszak wykonałam swoją pracę- powiedziała gospodyni.

Nastawał późny ranek, ludzie zbierali się pod bramami pięknie ozdobionego kwiatami oraz wstęgami folwarku. Dziś bowiem równo w południe ma dojść do ożenku Ludomiry oraz Siemowita. Panna młoda pochodzi z majętnej rodziny, wybranek jej natomiast jest synem miejscowego kupca. Swaćba przyciągnęła wielu mieszkańców wsi Zagaje. Przygotowane zostało mnóstwo zabaw by umilić czas weselnikom. Od zawodów w piciu piwa na czas po atrakcję polegającą na wyławianiu przez mężczyznę buta lubej z dna jeziora i wiele, wiele innych. Kiedy miało już dochodzić do ceremonii ożenku okazało się, że panna młoda nie stawiła się na miejsce.

– Siemowicie! A gdzież to podziewa się Ludomira?! Niedługo słońce stanie w zenicie. Weselnicy nas wyśmieją!- wykrzyczał ojciec mężczyzny.
– Miłoradzie, spokojnie wybranka naszego syna zaraz stawi się na miejscu- powiedziała Rasława.
– Jak mogę być spokojny kiedy…
– Przestańcie! Mamo, musimy zacząć szukać Ludomiry. Mam złe przeczucia. Coś mogło jej się stać. Pytałem służki, żadna jej dziś nie widziała. Ona nie zrobiłaby mi tego, nie zostawiłaby mnie w dzień ożenku.
– Dobrze synu. Zaraz wyślę grupę ludzi, karzę im przeszukać okolice folwarku- rzekł Miłorad- Muszę porozmawiać z Gościwojem i Domamirą, zapytam kiedy ostatnio widzieli swoją córę.
– Pójdę z Tobą ojcze.

Zatroskany Siemowit wraz z ojcem udali się na rozmowę z rodziną Ludomiry. W tym czasie chłopi przeszukiwali tereny przylegające do folwarku.

– Witaj Gościwoju, witaj Domamiro! Mój syn obawia się o waszą córę. Twierdzi, że to iż nie zjawiła się do tej pory na miejscu może oznaczać..
– Ludomira nigdy nie dopuściłaby się tak haniebnego czynu!- powiedział zdenerwowany Gościwój.
– Że coś jej się stało… Nie miałem na myśli tego, że uciekła i zostawiła Siemowita.
– Przepraszam za męża. On też się martwi, dlatego jest taki zdenerowany- wtrąciła Domamira- Też obawiamy się o Ludomirę. Widzieliśmy ją dziś rano, była bardzo roztargniona. Wybierała się gdzieś.
– Wiecie może w którą stronę się udała?- zapytał Siemowit.
– Niestety nie. Nic nam nie chciała powiedzieć.
– Dobrze… W takim razie muszę czekać na wieści od posłańców- powiedział zmartwiony.
– Czekaj chłopcze!- wtrącił Gościwój- widziałem jak obok naszej chaty przechodził rano Bogumił. Może on wie w którym kierunku udała się Ludomira.
– Niezwłocznie udam się do niego by się z nim rozmówić. Bywajcie.

W czasie gdy Siemowit szukał Bogumiła do folwarku wrócili chłopi, którzy poszukiwali panny młodej.

– Odnaleźliście ją?!- zapytał zdenerwowany Siemowit.
– Tak.. Emm.. Znaleźliśmy- odpowiedzieli posłańcy.
– W takim razie dlaczego jej z wami nie ma?!
– Panie… Chodźcie, musicie to zobaczyć.

Siemowit szybko dosiadł konia, powiadomił rodzinę o powrocie posłańców i galopem udał się za nimi. Droga wskazana przez chłopów prowadziła nieopodal jeziora, na wzgórze na którego szczycie rósł wielki Dąb. Na jednej z jego długich gałęzi przywiązany był sznur. Na jego końcu wisiał martwy Bogumił. Pod jego dyndającymi stopami tkwił wbity w ziemię, zakrwawiony nóż, nieopodal znajdowało się  leżące w kałuży krwi ciało Ludomiry. W kieszeń wisielca włożony był list:

„Siemowicie… Zabrałeś mi moją Ludomirę, zabrałeś mi ją, zabrałeś mi miłość mojego życia. Teraz ja sprawiłem byś czuł się tak samo jak ja wtedy gdy porzuciła mnie dla Ciebie, byś czuł rozpacz, gniew, smutek, samotność. Skoro nie mogę mieć jej ja, nie będzie miał jej nikt inny”

– Siemowit zabrał ciało Ludomiry i tego samego dnia je pochował. Zamiast swaćby rodzina tego dnia obchodziła pogrzeb, lecz nie okoliczności ani sposób śmierci dziewczyny były najstraszniejsze a to, że jej dusza już nigdy nie zaznała spokoju. Każdego dnia, kiedy słońce osiąga swój najwyższy punkt na niebie Ludomira pod postacią południcy z sierpem w dłoni wyrusza na żniwa. Czyha na rolników, którzy w południe postanowili pracować w polu i kończy ich marny żywot. Koniec historyji moje kochane dziatki- przeciągnął się i ziewnął starzec- muszę wyruszać. Może jeszcze znajdę miejsce w gospodzie.

– Możesz przenocować u nas bajarzu. Mam jeszcze jedną wolą pryczę- zaoferowała gospodyni.
– Chętnie skorzystam…

Koniec

Autor: Dawid Stopczyński
Praca na I konkurs opowiadaniowy Słowiański Bestiariusz.

Podobne posty:

3 thoughts on “W pełnym słońcu

    1. Jestem świadomy tego, że opowiadanie mogłoby być o wiele lepiej napisane. Po opublikowaniu zauważyłem błedy powtórzeniowe, których jest zdecydowanie za wiele. Dużo elementów należałoby poprawić, ale teraz tego nie zrobię. Wpadł mi pomysł do głowy, wydał się ciekawy, jednak jak widać niekoniecznie potrafiłem ubrać go w słowa. Dziękuję za konstruktywną i uzasadniną krytykę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *