Browsed by
Tag: Ku chwale przodkom

Ku chwale przodkom

Ku chwale przodkom

Ku chwale przodkom


– Synu

– Ojcze, czy to Ty?

– Tak pierwodony.

– Czemu mnie nawiedzasz?

– Nie ma mnie już w świecie żywych. Jestem na łąkach i lasach wiecznego spoczynku i dworach nieustannej biesiady wśród najznamienitszych wojów.

– Więc czemu mnie niepokoisz ojczę?

– Zawitałem w twoim śnie, ponieważ nie mogę zaznać pełni szczęścia. Żmij, z którym odbyłem swą ostatnią walkę przechytrzył mnie i zaklą cząstkę mej duszy w toporze, którym go raniłem. Teraz musisz odnaleźć bestie i zniszczyć mój topór, aby uwolnić mojego ducha.

– Gdzie znajdę tę bestie?

– I tam gdzie słońce schodzi na spoczynek. Dojdz do zatopionego lasu, tam po znakach znajdziesz chatę druida, on wskażę i dalszą drogę.

Zbudził się nagle, lecz wyspany i wypoczety. Słońce wyłaniało się już zza horyzontu. Nie tracąc czasu zebrał wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy pożegnał się z najbliższymi i wyruszył na zachód. Mijając już ostatnie domy wioski usłyszał:

– Hej Ty!

– Witaj, Boromirze. Nie zastałem Cię w domu.

– Bo mnie tam nie było. Gdzie się wybierasz podróżniku?

– Ubić bestie co mi ojca zabiła.

– Twój ojciec wykazał się już w boju. Czemuż to chcesz mścić się na stworzeniu, które go do Wyraju wysłało?

– Bo Bestia magią się para i duszego ojca zakleła, przyjacielu.

– Ah, w  takim razie weź ten amulet na drogę i módl się obyś walczył w burzy.

– Dzięki, Ci Boromirze.

Pożegnał się z przyjacielem i wyruszył w drogę gdy Swarug dopiero zaczynał swą wędrówkę po niebie. Szedł niestrudzony przez spokojne równiny, aż doszedł do lasu, o którym mówił mu ojciec. Wszedł i od razu poczuł na sobie wzrok strażnika lasu, którego sam dostrzec nie mógł. W gęstym już borze, usiadł w suchym miejscu, alby chwilę odpocząć. Zamkną oczy, rozgonił swe mysli, wsłuchał się w głos lasu, w szum drzew, w świst wiatru i szept sztworzeń go zamieszkujący. Leszy był skóry do rozmowy, a że czyny podróżmika były szlachetne duch drzew wskazał mu drogę do chaty druida. Wojownik szedł po znakach, które zostawił mu za sobą strażnik lasu, aż doszedł do domostwa starego opiekuna natury, lecz nie zastał go w nim. Korzystają z okazji aby zregenerować siły, spoczą przy chcie.

Z krótkiego snu zbudziły go kroki.

– O, już jesteś. Nie spodziewałem się Ciebie tak wcześnie.

– Witaj starcze. Mniemam, że wiesz po co przybywam.

– Oczywiście. Właśnie skończyłem zbierać zoła, które przydadzą Ci sie w twojej wyprawie. Wejdzmy do środka.

Druid wyglądał jak zwyczajny starzec. Lekko pochylony pod ciężarem swojego wieki. Wysoki, szczupły z pomarszczona skórą. Twarz w większości zakrywały mu długie prawie śnieżno białe włosy i broda do pasa, którą wiązał w warkocze i spinał biżuterią ze znakami przeciw złośliwym demonom.

Dom w środku wydawał się większy niż z zewnątrz. Był bardzo przestronny, ale też sktomny. Starzec wyposażony go tylko w najpotrzebniejsze rzeczy do życia w lesie, a większość jego przestrzeni wypełniały zbiory roślin, które przechowywał do swoich mikstur i okładów leczniczych.

– Usiądz, przygotuje Ci napar, który wzmocni Cie w drodze do twojego celu.

– Czy to będzie daleka podróż?

– Droga będzie tak daleka i tak bliska jaką być będzie musiała. Odległość to, rzeć indywidualna, dla niektórych blisko to daleko, a dla innych daleko to za daleko, ale myślę, że tobie to bez różnicy i tak się tam udasz.

– Masz rację . Wskaż mi drogę i wyruszę jak najprędzej nie chce żeby mój ojciec musiał długo czekać.

Spokojniej, twój ojciec ma przed sobą wieczność, poczeka. A Ty wyruszysz o świcie. Swarug już układa się do snu, a skoro nawet bogowie muszą spać to Ty tym bardziej.

Młody człowiek przygotował się do odpoczynku jak mądry starzec powiedział i tak spędził wieczór. Zaciekawiony opowieściami starca siedział w oparach przygotowywanych wywarow.

Druid wstawał bardzo wczesnie, ponieważ zbliżało się święto Kupalej Nocy do, którego musiał sie przygotować. Obudził młodzieńca i obdarzył go swoimi miksturami i znakami od ochrony przed zjawiskami przd, którymi sam ochronić by się nie dał rady.

– Na ciebie już czas młody człowiek. Dalej podążaj w stronę gór, bo Żmij żyje w jaskini. Stąd rusz na północny wschód żeby wyjść z lasu. Następnie podążaj na północ, aż dojdziesz do wioski, która Bestia neka. Tam ludzie pokażą ci gdzie stwór ma swoje leżę. Żegnaj i trzymaj sie drogi, bo duchy lasu nie przybędą na każde twoje wezwanie.

Ruszył tak jak mu starzec powiedział. Spotkał po drodze kilka utopców, ale żaden z nich nawet sie nie zbliżył, widocznie amulety od druida działały. Uzupełnił prowiant darami lasu, a gdy staną na jego skraju spojrzał w stronę północy tam w oddali ujrzał wysokie góry gdzie żył Żymj. Wiedzial, że ma przed sobą kilka dni drogi. Szedł w świetle słońca i blasku księżyca ponieważ miesiąc się kończył, a wywar od druida zapewniał mu krótki, ale solidny wypoczynek.

Drugiego dnia podróży po wyjściu z lasu w samo południe zobaczy ogień w wysokiej trawie, a miedzy nim postać ubrana na biało. Podszedł bliżej i ukazał mu się upiór.

– Oh kochany. Czy to Ty? Tyle na Ciebie czekałam. Kiedyż w końcu się że mną ożenisz?

– Nie, to nie twój ukochany.

– To kim, że Ty jesteś? I co żeś zrobił mojemu wybrankowi?

– Jestem podróżnikiem, nie chce Ci wchodzić w drogę daj mi po prostu iść dalej.

– Już żeś wyszedł! Teraz mi nie umkniesz! Ale zanim się tobą zajmę zrobisz coś dla mnie. Jeśli chcesz iść wolno, musisz złożyć mi obietnice. Obiecaj, że odnajdziesz mojego ukochanego i powiesz mu o mnie i o losie jaki mnie spotkał.

– Dobrze, jeśli jakimś cudem kiedyś go spotkam to przypomnę mu o tobie.

– Mam na imię Mojmira, a mój wybranek to Falibor pochodził z wioski na północ stąd.

– Zrobię co w mojej mocy.

Wojownik obarczony obietnicą skierował się dalej na północ.

Niedaleko zaszedł jak zerwał się wiatr, zebrały chmury i ciemność zaczęła na zmianę błyskać ze światłem błyskawic. Burza była potężna. Bez możliwości ukrycia się, leżał tylko przygniatany strumieniem deszczu skazany na wolę bogów, którzy jak uznał nie sprzyjali jego podróży. Porankem gdy niebo już było spokojne, a on już chciał ruszać dalej ujrzał na drodze powóz, który ciągnęły dwa czarne konie. Woźnica zbliżył się do niego i zapytał:

– Gdzie żeś się tak Panie zmoczyli? W pełnym ubraniu się kompiecie?

– Nie, szanowny Panie. Straszna nawałnica tendy przechodziła całkiem niedawno.

– Jak nawałnica przecież ja z niedaleka jadę, nic mnie nie napotkało. A gdzie idziecie podróżniku.

– Do najbliższej wioski na północy stąd.

– Właśnie tam wioze towary. Wejdz na wóz przewiozę cię.

Od woźnicy dowiedział się, że Żmij to straszne utrapienie dla mieszkańców wioski, ale napada ludzi tylko w określonych porach roku. Teraz akurat jest w spoczynku i wychodzi ze swojej groty tylko gdy musi. Do wioski dotarli o zamieszchu. Jeden z miejscowych pokazał mu leżę, lecz na szczyt musiał wejść sam.

Gdy dotarł do jego laskini ujrzał dzuire w ścianie górzy o średnicy ok. czterech metrów. Wydawało się że wszystko co przekroczy próg jaskini pochłonie bezkresna ciemność. Wojownik usiadł, skupił się i wypił mikstury, które polecił mu starzec z lasu. Mentalnie i fizycznie przygotowany do walki podszedł do jamy płonącej cimnoscią i krzyknął:

– Wyłaź bestio! Pokaż swoje oblicze!

I wyszedł, Żmij. Najpierw wyłonił pysk, w którym trzymał ojcowski topór. Następnie całe ciało pokryte łuskami, łapy z pazurami jak sierpy, ogromne skrzydła mencące wiatr i ogon, długi i kolczasty.

– Dobrze, że jesteś, już myślałem, że się nie spotkamy.

– Jeśli nie chcesz mi oddać tego toporu dobrowolnie to nie gadaj tylko walcz.

Beatia, odrzuciła topur na bok i przybrała postawę bojową. Nisko schylila łeb i wysunęła swój wężowy jezor strzelajac z niego jak z bicza. Młody wojownik już z wyciągniętą bronią napią wszystkie mięśnie i ruszył ostro na głowę przeciwnika ciągnąć za sobą swój topur w szerokim wymachu. Bestia zrobiła prosty unik odchylając sie do tyłu, ale człowiek wykonał drugi szybki cios raniąc łapę pokrytą łuskami. Został z lekceważony, Bestia widział, że popełniła błąd. Walka trwała dlugo. Moment kulminacyjny przyszedł nocą. Walczyli w blasku pełni księżyca chodź niebo było zakryte czarnymi chmurami, z których strzelały błyskawice. Stojąc u kresu sił, zalany ciepłą lepką krwią, która jeszcze bardziej wyzwalala w nim szał berserkera, trzymał swoj topór żłobiąc w jego rękojeści bruzdy. Szykował się do nastepnego ciosu, na który zachował ostatki sił. Zrobił zamach z lewej strony by sięgnąć szyji stwora, lecz ten go uprzedził rozszarpujac mu udo pazurami. Wojownik padł na kolana krzycząc z bólu powalony stracił wszelką nadzieję. Nagle poczuł wzmagajacy się wiatr i uderzenia błyskawic. Chwycił broń i uniesiwszy ją kierowany wiatrem skierował w stronę Bestii. Usłyszeli potężny grzmot i oślepiająby blask pioruna, który uderzy w topur wojownika, a następnie w Żmija rażąc go niesamowitą siła, która go powaliła. Widząc konającego przeciwnika młody zwycięzca padł twarz na ziemię. Myślał ojcu i drodze powrotnej do domu. Zanim stracił przytomność już zaczęło się przejasniać.

Autor: Piotr Pawłowski
Praca na I konkurs opowiadaniowy Słowiański Bestiariusz.